W okresie lalek Barbie i różowych lakierków, które były dla mnie symbolem tego, co każda dziewczynka mieć powinna, byłam fanką „księżniczkowych” filmów Disney’a. Poza Kopciuszkiem byłam oczarowana również Śpiącą królewną, którą po latach obejrzałam ponownie.

Moją przygodę filmową zaczęłam od pierwszej zapamiętanej przeze mnie, magicznej kreskówki Disney’a. Wiąże się to z mglistym wspomnieniem oglądania filmu na kasecie VHS pożyczonej od sąsiadki z dołu, miękkości pudełka i niezwykłego uczucia oglądania zupełnie innej magii od dotychczas doświadczonej w moim krótkim życiu przedszkolaka. I teraz, po latach, po raz kolejny zasiadłam do Kopciuszka z 1950 roku.

12 lipca 2015

113. Klasyka gatunku

Moje pokolenie tęsknie zerka na pierwotne wersje gier o małym hydrauliku. A ja, zamiast uparcie trzymać się rodzinnego „Super Mario 64″ ekscytuję się plastycznymi, najnowszymi odsłonami gier Nintendo…