Pierwszy dzień wakacji, uczucie absolutnie niezapomniane do końca życia. Czas zdejmowania z siebie „galowego” stroju, zapominania o matematyce, pożegnań z kolegami, lodów wyjątkowo pysznych i poczucia nieograniczonej wolności. Jeżeli chodzi o mnie jest to również wspomnienie pierwszego wieczoru, gdy razem z siostrą, w tej fantastycznej euforii, włączałyśmy sobie Mikrokosmos.

Francuski film dokumentalny wyprodukowany w 1996 roku przedstawia przygody wszelkich owadów na przestrzeni dnia. Na początku, z kamerą w chmurach i delikatną muzyką, słychać głos (w polskiej wersji Krystyny Czubówny) mówiący o zatrzymaniu, wyjściu z ludzkiego zabiegania oraz zerknięcia w głąb do zupełnie innej rzeczywistości, gdzie wszystko – nawet czas – jest inne. I faktycznie wchodzimy w głębiny jaskrawo-zielonej trawy aby patrzeń na pierwszych bohaterów, które wychodzą ze swoich kokonów, czyszczą skrzydełka i realizują swój codzienny rytm.

Przez 80 minut trwania Mikrokosmosu na ekranie telewizora widziałam absolutnie zjawiskowe zdjęcia. Owady nie są (w mojej ocenie) zbyt urodziwe ale tu zwyczajnie tego nie widać. Może nowonarodzone pszczoły nie wzbudzają wzruszenia jak koty lub psy, jednak w czasie seansu automatycznie doceniałam czerwień biedronek, siłę mrówek lub delikatność nartników spacerujących po wodzie. Scenografia jest tu bardzo pomocna, podkręcone (prawdopodobnie) kolory faktycznie wywoływały we mnie zachwyt przyrodą, do której (teraz zwłaszcza) dostęp mam raczej ograniczony.

mikrokosmos 1

Paradoksalnie film nie jest nużący. Składa się on z sekwencji następujących po sobie wydarzeń, ale fabuła przyciąga uwagę widza: pająk polujący na ofiary, rozkwitające w przyspieszonym tempie maki, żuczek prowadzący tyłem łup smutno wchodzący w wystający kijek, pszczoła zbierająca pyłek lub mrówki, które muszą od nowa budować swoje mrowisko po ataku gigantycznego ptaka. Może nie ogląda się tego z wypiekami na twarzy, ale z pewnością czas filmu zawiera maksimum możliwych w tym temacie wydarzeń.

Przyznaję, że w czasie seansu byłam wyłączona. Zwyczajnie odeszłam od bieżących spraw, które wtedy zaprzątały mi głowę i weszłam w inny wymiar dzięki czemu ostatecznie poczułam się zrelaksowana i mentalnie odświeżona (mimo patrzenia w świecący telewizor). A to teraz, gdy media huczą niepokojącymi informacjami i człowiek aż tak nie jest pewien swojego jutra, jest niezwykle cenne doświadczenie.

mikrokosmos 3

Trochę wzrusza mnie fakt, że w podstawówce nie włączałyśmy sobie filmu akcji, który nadawałby się do popcornu, coli i rozpalonego czerwcem poczucia boskich wakacji. Wybierałyśmy Mikrokosmos, który w moim poczuciu podkreślał wagę wakacji pięknymi widokami francuskiego lata oraz brakiem ludzkich trosk bohaterów. 9/10

 

Zdjęcia z bamfa.org i flagey.be

Dodaj komentarz