W 1996 roku po raz pierwszy siadłam na miękkim, czerwonym fotelu w kinie. Wdychałam apetyczny zapach popcornu, piłam colę, oglądałam zwiastuny i reklamówki a moje podekscytowanie sięgało zenitu. Odnosiłam wrażenie, że od teraz wchodzę w nowy etap oglądania filmów na wielkim ekranie. Wszystko zaczęło się od Dzwonnika z Notre Dame.

Miałam 7 lat, dlatego nie miałam pojęcia, że film jest ekranizacją rewelacyjnej powieści Victora Hugo Katedra Marii Panny w Paryżu. Głównym bohaterem jest niepełnosprawny Quasimodo, który mieszka na dzwonnicy pięknego, francuskiego kościoła i ogląda ze szczytu codzienność zwykłych ludzi XIV wieku. Jego opiekunem jest ksiądz Frollo, dotknięty tragiczną miłością do Esmeraldy – cygańskiej tancerki. Zarówno w powieści jak i w filmie największy nacisk jest położony na wątek miłosny, jednak charakter i samych postaci, i relacji między nimi jest zupełnie inny. Jak to zwykle u Disney’a bywa muszą oni być jednoznacznie negatywni lub pozytywni.

Tak jak w ubiegłym tygodniu byłam zachwycona piękną grafiką, która w mojej ocenie się już nie zestarzała. Nie mam na myśli tylko kreski, jaką zostali narysowani bohaterowie (ludzcy, zwierzęcy i kamienni), ale przede wszystkim przyjemność sprawiało mi patrzenie na miejskie, piękne pejzaże. Tu również bardzo podobała mi się muzyka, którą napisał Alan Menken: kompozytor również innych filmów Disney’a, takich jak Piękna i bestia czy Aladyn (ścieżki dźwiękowe wszystkich tych filmów naprawdę zapierają dech w piersiach).

dzwonnik 2

Mimo tych estetycznych przyjemności po seansie poczułam rozczarowanie. Przede wszystkim jako dziecko nie mogłam widzieć aż tak odległego oderwania od pierwowzoru. Wiem, że ekranizacja ma swoje prawa i nie musi być dosłowna, ale bardzo lubię akurat tę powieść Hugo, dlatego szczególnie doskwiera mi uproszczenie problematyki, która na to zwyczajnie nie zasługuje.

Oboje z Tomkiem byliśmy również zaskoczeni bezpośrednim erotyzmem i dosłowną przemocą w tej produkcjiSzczególnie zaskoczyli mnie powiewający na wietrze wisielcy na publicznej szubienicy, co może i było widokiem codziennym w średniowiecznej Francji, ale nie jest typowe dla animacji kierowanych do dzieci.

dzwonnik 1

Dzwonnik z Notre Dame opowiada piękną historię, praktycznie nie ma tu fantastyki i można na ładnym ekranie popatrzeć na ładne choreografie i rysunki, ponadto można się wzruszyć przy rewelacyjnej, podniosłej muzyce. Ale zdecydowanie bardziej polecam zapoznanie się pierwowzorem, który przy każdej lekturze porusza mnie jeszcze bardziej. 6/10

 

Zdjecia z fanpop.com, fictionmachine.com i imdb.com

Dodaj komentarz