Dzięki dołączeniu do zabawy Tomka polegającej na słuchaniu 100 płyt przez ostatnie 100 dni roku odkryłam bardzo dużo nowej muzyki. Czego dokładnie słuchałam w tym wyjątkowo ciepłym okresie?

Najbardziej w tym sezonie doceniłam muzykę elektroniczną, która swoją dynamiką i lekkością była idealnym tłem do kilku przełomowych momentów. Szczególnie lubię wracać do płyty 18 Moby’ego (którym zachwycałam się w ubiegłym roku dzięki Play: the B side). Ponadto świetnie słuchało mi się Moon safari Air (chociaż teraz myślę, że z racji nazwy ponownie skupię się na niej latem ;) oraz Melody AM norweskiego Röyksopp. Dodatkowo zasłuchiwałam się w polskiej muzyce elektronicznej: we wrocławskim Őszibaracku (Moshi Moshi) oraz łódzkim Kamp! (Dare). Obie płyty są mieszanką elektroniki z bardzo tanecznym synth-popem, idealną muzyką do sprzątania lub potrzeby ogólnej mobilizacji. Gdy energia mnie przepełniała z wyjątkową siłą, świetnie czułam się z Where you go I go too norwskiego muzyka Lindstrøma – płycie reprezentującej space disco i ambient, co tworzy naprawdę niezwykłe, energetyczne połączenie.

muzyka 3

Gdy szukałam 100 nowych tytułów jeszcze w czasie studiów kolega polecił mi autorską muzykę lidera Republiki, Grzegorza Ciechowskiego. Bardzo lubię ten zespół za Masakrę (innych albumów jeszcze nie poznałam), ale przyznam szczerze, że płyta Obywatela G.C. (o tym samym tytule) była ważnym odkryciem 2018 roku. Tej zimy spodobał mi się inny album: Tak Tak który dotyka mnie niezwykłą siłą w warstwie muzycznej (obok elektroniki słychać charakterystycznego, polskiego rocka) oraz mądrymi tekstami, które należałoby poddać głębszej analizie.

Moja filmowa i serialowa historia są wynikiem spoglądania wstecz na wielu płaszczyznach. Z dużą nostalgią przesłuchałam chyba po raz pierwszy jako osoba dorosła Nothing like the sun Stinga – płytę, którą bardzo lubiła moja mama, wobec czego często słuchałam tych delikatnych, rockowych piosenek w czasie naszych podróży na wakacje w latach mojego wczesnego dzieciństwa :) Podobne emocje wzbudziła we mnie płyta So Petera Gabriela –  jego delikatny rock bardzo by pasował do tej epoki.

Na końcu chciałabym wspomnieć o odkryciu z zupełnie innym klimatem: album Birds Wonderful Escape to krótka kompilacja śpiewających (i kraczących) ptaków. Akurat ta płyta bardziej smakowała by późną jesienią, ale ptasie trele to zdecydowanie mój ulubiony rodzaj dźwięku, który koi moje emocje dużo skuteczniej niż klasyczna muzyka relaksacyjna.

Jak widać teraz odkryć było bardzo dużo. Ponieważ zabawa 100 płyt na 100 dni była dla mnie zbyt obciążająca w 2020 roku rozłożyłam tę setkę na poszczególne miesiące, wobec czego w przyszłości nie spodziewam się aż tak licznych muzycznych rewelacji na przestrzeni poszczególnych sezonów. Ale przecież to nie jest zasadniczym celem słuchania fantastycznej muzyki, prawda?

muzyka 1

 

Zdjęcia z youtube.com, amazon.com i muzyka.interia.pl

2 Odpowiedzi na “122. Tego słuchałam zimą 2019/2020”

  1. tomek pisze:

    hehehe moby.

Odpowiedz na „Ewaleśnik