Brak zwierzęcia w domu był dla mnie najbardziej przykrym, niespełnionym marzeniem od czasów dzieciństwa. Dlatego teraz postanowiłam, że stanę na uszach, by mieć takie teraz w naszym mieszkaniu było.

Tomek – przerażony perspektywą przykrego zapachu, odchodów i setek nowych obowiązków – wreszcie się zgodził, ale pod warunkiem, że to będzie królik. Nie wiem, skąd ten pomysł, ponieważ nasze poprzednie doświadczenia z tym zwierzątkiem były szczególnie nieprzyjemne i mało wdzięczne, ale skoro się zgodził, nie wybrzydzałam. Zwłaszcza że zakup całego asortymentu z gryzoniem włącznie okazał się rozsądny cenowo.

krolik wychodzi z transportera

Oficjalnie nazywająca się BruceWillis króliczka – nie przypuszczaliśmy, że trafimy na samicę – z rozkosznie odstającym uszkiem mieszka z nami już miesiąc.

Śmierdzi, i to jest jedyna wada. Każde zwierzątko w domu musi wydzielać swoją woń, ale ten może być nieprzyjemny: zwłaszcza gdy zaopatrzyliśmy się w nieodpowiednią ściółkę przy klasycznych, lipcowych upałach ;) Szczęśliwie problem rozwiązywalny, do tego dochodzi trening korzystania z kuwety, więc da się żyć. Teraz głównie czuć przyjemne siano.

Poza tym widzę same zalety. Nauczyłam się często sprzątać. Wzrosło moje poczucie odpowiedzialności za drugą istotę. Mam się do kogo przytulić, gdy mi smutno. I miło mieć takie małe stworzonko do kochania, które unosi do mnie pyszczek gdy wracam do domu. Przyznaję miłośnikom gryzoni rację, że króliki są szczególnie urokliwe, uwielbiam jej opadające uszy i uczucie miękkiego futerka na twarzy. Niemniej przyjemne jest nasłuchiwanie jej kicania po pokoju (szczęśliwie nie gryzie kabli) lub łaskoczące wąsiki na rękach gdy relaksuję się po jodze…

na macie

Oboje – pomijając obawy i ekscytację przed pojawieniem się zwierzątka w domu – natychmiast się do niej przyzwyczailiśmy. Jej kruchość i całkowita zależność ode mnie powoduje, że jeszcze bardziej zależy mi na zapewnieniu jej najlepszych warunków, jakie królik domowy może mieć by być zdrowym i szczęśliwym stworzeniem.

Trudno mi sobie wyobrazić moją codzienność bez tej istotki. Jedno z najważniejszych marzeń, jakie sobie spełniłam!

2 Odpowiedzi na “116. Jeżeli już, to królik”

  1. Ja wszystko rozumiem: potrzeba posiadania zwierzątka, nauka opiekuńczości, troskliwość itd itd..
    ale… Bruce Willis??:)) Padłam, świetne!

  2. Ewaleśnik pisze:

    To jest pomysłowość stawiania warunków mojego Tomka. Dziękuję :)

Odpowiedz na „Aleksandra Niedzielska