109. Tu spocznijmy
25 czerwca 2015

109. Tu spocznijmy

Nie udało mi się pochodzić po Bieszczadach, nie zwiedziłam muzeum z ikonami, a samo uczestnictwo w zajęciach historycznych to nie to samo. W Warszawie nie popełniam tego błędu, m.in. dlatego wybrałam się z Siostrą do Polin – Muzeum Historii Żydów Polskich.

Sam budynek – obok Pomnika Bohaterów Getta – jest obiecująco wielki. Szczególnie ciekawa dla mnie tematyka, huczne otwarcie i wysoka cena biletów (25 zł normalny) zrodziły moje przypuszczenia, że będę miała inne wrażenia niż na szkolnych wycieczkach.

polin

I rzeczywiście – zaraz po wejściu rozpościera się imponujące sklepienie, które wygląda jakby było zrobione z jakiegoś bliskowschodniego kamienia. Jego falujący, wznoszący się w górę kształt ma symbolizować rozstępujące się morze… Robi się coraz ciekawiej!

Tuż po okazaniu biletów zobaczyłyśmy ekspozycję przedstawiającą las (ze śpiewem ptaków). Cichy, męski głos czytał fragment kroniki, zgodnie z którą Izraelici nazywają nasz kraj „Polin” – słowo, które po hebrajsku oznacza „Tu spoczniemy„. Całe muzeum podzielone jest na epoki – od dwunastego wieku po czasy powojenne. Każdej takiej sekwencji towarzyszą inne efekty dźwiękowe tworzące iluzję znajdowania się na żydowskich terenach swojego czasu.

Mogę spokojnie napisać, że Polin to muzeum nowego tysiąclecia. Całe miejsce maksymalnie stara się oddziaływać na zmysły odbiorców. Mnóstwo treści i kilka eksponatów, które robiły na mnie szczególne wrażenie, np. starożytny miecz, pionki zupełnie nie znanych dziś gier, chałkę ślubną końca XVIII w lub opaskę z gwiazdą Dawida pamiętającą holokaust. Poza tym można tu poznawać historię za pomocą ekspozycji multimedialnych – projektowałam własną, średniowieczną monetę, wypełniałam wniosek na pozwolenie osiedlenia się pod zaborami itp. Cały budynek to dzieło sztuki podkreślające klimat swojej epoki: m.in. widziałam schody z wypisanymi nazwami ulic obejmujących getto warszawskie, makietę kawiarni z malunkami Bruno Schulza, telewizory z wiadomościami z 1968 roku lub rekonstrukcja przedwojennej uliczki żydowskiego miasteczka!

WP_20150615_13_05_38_Pro

Tak, tego było bardzo dużo. Obawiam się jednak, że kompletnie nie byłam w stanie tego przyswoić. Widząc wielkość budynku postanowiłam, że większość działów tylko przejrzę, żeby mieć jak najwięcej energii na rejon poświęcony zagładzie (do którego doszłyśmy po 5 godzinach). Ostatnią część brutalnie przeszłyśmy w poszukiwaniu wyjścia.

Zmęczenie nie wynikało tylko z nadmiaru informacji, ale i – bardzo imponujących – bodźców. Cały dzień w sztucznie oświetlonych, elektronicznych i dusznych (momentalnie zatłoczonych) pomieszczeniach swoje zrobił, mimo że byłam po relaksującym weekendzie.

Dodatkowo nie podoba mi się strategia muzeum, w cenie klasycznego biletu udostępniająca tylko informacje szczegółowe. Żeby poznać ogóły trzeba by było dokupić audiobooka, wynająć wewnętrznego przewodnika (podsłuchiwałyśmy dwie mijane wycieczki ;) lub przeczytać pół Wikipedii. Ja wiem, we współczesnych czasach to nic nadzwyczajnego, ale lepiej bym się czuła płacąc trochę więcej z automatu i za całość możliwości tego miejsca.

Byłam wykończona, leciutko rozczarowana i przeciążona, ale w całkiem niedalekiej przyszłości schowam swój niesmak do kieszeni, wezmę większą gotówkę i znowu zawitam w Polin – 8/10

 

Zdjęcia z wiadomosci.onet.pl i polityka.pl

Dodaj komentarz