105. Mogę!
25 maja 2015

105. Mogę!

Mam to szczęście, że jak coś mnie zainteresuje nie oglądam się na opinie innych. Dlatego mimo faktu, że „Zniszcz ten dziennik” cieszy się zainteresowaniem głównie gimnazjalistek zaopatrzyłam się w coraz bardziej krzyczący egzemplarz.

Najpierw wygląda jak książka, potem przypomina bardzo tandetną i intensywnie używany tom należący do czarodzieja. Ma około 200 stron z różnymi jasno określonymi poleceniami – np. „Nakap tu kawą„, „Weź ten dziennik pod prysznic„, „Obrysuj swoją rękę„, „Ponumeruj strony” lub „Uwiecznij tu wybrany zapach„. I o to tyle krzyku :)

zuzyty dziennik

Mogłoby się wydawać, że wszyscy właściciele książki Keri Smith mają kropka w kropkę to samo, dzięki czemu całość przypomina szkolny zeszyt ćwiczeń nudnego przedmiotu. Nie do końca – polecenia są proste, ale przy każdym są otwarte drzwi do kreatywnych możliwości. Np. znalazłam zdjęcie w Internecie strony proponującej złamanie grzbietu (potraktowałam to bardzo dosłownie) z namalowanym kotem wydatnie przedstawiającym swoje możliwości akrobatyczne.

I to podoba mi się w tej zabawce najbardziej! Nie ma żadnych zasad, nakazów, poleceń, żadnego „powinnaś„, „nie możesz„, „efekt ma być…„. Ze wszystkich zadań jakie zrobiłam (ok. 80%) wywiązałam się w sposób dokładnie taki, jak podpowiadała mi fantazja – dzięki temu po naprawdę wielu latach jestem znowu zachwycona ofertą mojej wyobraźni ;)

Moje różne pomysły (aż swędziało, żeby już realizować!) to efekt uboczny. Do zabawy siadałam tak naprawdę zawsze po to, żeby jakoś się wyładować- nie tylko negatywnie, chociaż również. Zadania polecające pisanie od tyłu lub udokumentowanie monologu wewnętrznego spełniały trochę funkcję pamiętnika. Jednak bardziej zapamiętałam propozycje, które dynamiką pozwalały mi oddać emocje – po pierwszej wypłacie rzucałam z radości Dziennikiem na dworze jak najwyżej mi się udało ;D

wiorka w dzienniku

Obawiam się jednak, że dowolność dowolnością, ale plan dotyczący kolejności realizowanych stron jest niezbędny. Niestety zbyt późno wykonałam zadanie polegające na zabraniu z sobą Dziennika pod prysznic. W wyniku tej (oryginalnej, nie powiem) zabawy znaczna część moich innych prac uległa nieodwracalnym zniszczeniom. To mocno osłabiło motywację do dalszych godzin z tym akurat egzemplarzem, zwyczajnie już się nie nadaje do tego, żeby dać mi wystarczające pole do popisu.

Cena adekwatna do wielomiesięcznego podium w Empiku, gorzej z jakością – jest spore ryzyko zniszczeń pobocznych. Zabawy i przyjemności w czasie spędzonym ze „Zniszcz ten dziennik” było jednak tak dużo, że z pewnością prędzej czy później kupię kolejną kopię i wykonam ją w trochę bardziej zaplanowany sposób. Póki co zaczynam swoją przygodę z kolejnym bestsellerem autorki, jakim jest „To nie książka” :)

8/10

 

 

Zdjęcie ze zniszcztendziennik.pl, artfulexplorationsinnature.com i facebook.com

Dodaj komentarz