Na tegorocznej gali oscarowej po raz ostatni pojawiła się produkcja Ghibli w kategorii pełnometrażowego filmu animowanego. W związku z zamknięciem działalności tej produkcji postanowiłam jeszcze raz przyjrzeć się filmom, wzbudzającym moje zainteresowanie. Zaczęłam od „Ponyo”.

Historia chłopca, w którego zabawkowym wiaderku przypadkowo znajduje się mała, różowa (złota?) rybka. Po chwili stworzonko schodzi z oczu chłopca – strata odczuwalna również dla widzów – by po jakimś czasie wrócić w czasie potopu i w postaci dziewczynki. Jak długo uda jej się tę postać utrzymać? Jak na to wszystko zareaguje chłopiec i jego mama? W jakich okolicznościach Ponyo wydostaje się na powierzchnię?

Niejednokrotnie słyszałam opinię, że Ghibli jest rodzajem azjatyckiego odnośnika do produkcji Disney’a. Ile w tym prawdy nie wiem, wiem że „Ponyo” to film pełen czarów, dziecięcych emocji, pięknych wartości i (bardzo nie-amerykańskiej) rozrywki. Tu nie ma fanfarów, patetycznej muzyki i wielkich potworów. Jest natomiast dwójka zakochanych dzieci przeżywających swoje perypetie w podtopionym japońskim miasteczku, i w tym cenię alternatywną magię produkcji dla najmłodszych.

ponyo_wideweb__470x287,0

Ponadto jestem zachwycona pomysłowością twórców filmu – to nie jest przecież klasyczna historia małej syrenki z wielkiego oceanu, zwłaszcza że bohaterkę można przetrzymać w zielonym wiaderku ;)

Ponyo” nie zawiodło mnie również jako samo anime – uwielbiam tę kreskę dlatego jestem zachwycona scenografią, w jakiej odbywała się akcja. Przejemność seansu nie opierała się jedynie na historii, ale i na estetyce (tak bardzo odprężających, kolorowych obrazków). Sama akcja jest wystarczająco dynamiczna jak na produkcję japońską: mimo zmęczenia nie przysypiałam, ale do końca z zaangażowaniem śledziłam losy Sasuke i jego rybki.

Pozycja godna poprzedzających ją wielkich tytułów – 9/10

ponyo26

 

Zdjęcia z theage.com.au, sirdaftodill.deviantart.com i luetinscript.blogspot.com

 

 

Dodaj komentarz