Początek pracy okazał się na tyle absorbujący, że miałam problem z dojazdem do biblioteki, nie wspominając o tak zapamiętałym czytaniu książek jak miesiąc temu. Nie byłabym jednak sobą, gdybym w desperacji nie zajrzała do własnych zapasów ;)

  1. Pierwszą pozycją była rozmowa przeprowadzona przez Artura AndrusaKażdy szczyt ma swój Czubaszek„. Wywiad, na który bardzo zacierałam ręce zarówno przez główną postać, jak i fenomenalnego dziennikarza, jednocześnie jednego z moich ulubionych Sanoczan ;) Rozmowa urzeka przede wszystkim rozbrajającą szczerością i niebanalnym poczuciem humoru pani Marii Czubaszek. Głównie to mi się podoba, i mimo zdecydowanie niewystarczającego czasu bardzo chętnie poświęcałam go na tę lekturę. Jedyną wadą są fragmenty skeczy napisanych przez satyryczkę w przeszłości, które w suchym tekście nie są w stanie zawrzeć talentu odgrywających scenki aktorów. Przez te niepotrzebne fragmenty ocena jest troszeczkę niższa – 7/10
    czubaszek
  2. Kolejną pozycję – „Przepiórki w płatkach róży” – wypożyczyłam (jeszcze w styczniu) tylko i wyłącznie przez jej rok wydania ;). Nie wykazywałam żadnego entuzjazmu, chociaż przyznaję, że połączenie powieści z przepisami kulinarnymi mnie trochę zainteresowało. Książka jest przesiąknięta charakterystycznym, iberoamerykańskim klimatem – historia Tity zakochanej w Pedro, który aby mógł być blisko swojej miłości żeni się z siostrą ukochanej. Romans z czarownicą w tle (matką bohaterki) i nasycone emocjami pikantne, meksykańskie potrawy. Mimo, że „Przepiórki…” Laury Esquivel cieszą się dużą popularnością ja byłam mocno zawiedziona. Dla mnie cała historia mimo dosyć zaskakującego przebiegu była jeżeli nie nudna, to żenująco głupia. Dodatkowo zupełnie nie wiem, dlatego 12 rozdziałów podzielono na miesiące, gdy akcja rozgrywa się na przestrzeni ponad dwudziestu lat… 5/10
    przepiorki
  3. Trzecią książkę nabyłam dzięki dużej promocji (w Carrefourze) – „Dziennik Helgi” kupiłam za 10 zł, standardowa cena jest mniej więcej 3 razy wyższa ;) Helga Weissova wydała swoje pamiętniki pisane w dzieciństwie, które spędziła w getcie i w kilku obozach koncentracyjnych. Jestem szczerze zdumiona, że udało jej się te zapiski stworzyć, zachować (lub odzyskać), dlatego tak, na tej lekturze zależało mi bardzo! Z „Dzienników…” bije autentyczność podkreślona dziecięcymi określeniami i spostrzeżeniami. Rzeczywistości, w jakiej wychowywała się dziewczynka nie umiem sobie wyobrazić teraz, ona natomiast brała wszystko takim jakie jest, jednocześnie umiała docenić fakt, że inni mają gorzej! Coś, co obok słynnej Anny Frank uzupełnia całokształt – 8/10

Mimo coraz bardziej częstych zmian w pracy i kolejnej zbliżającej się przeprowadzki szczerze wierzę, że tej wiosny uda mi się jednak zmierzyć z twórczością Sapkowskiego ;)

wyzwanie

 

Zdjęcia z izraelczyk.plwydarzenialiterackie.pl, empik.com i facebook.com (z moimi modyfikacjami)

Dodaj komentarz