90. Co powie Disney?
07 stycznia 2015

90. Co powie Disney?

Od czasów podniecenia pierwszą ekranizacją Harry’ego Pottera na żaden film tak nie czekałam. Może to ma związek z tym, że cenię talent Angeliny Jolie? Może dlatego, że „Śpiąca królewna” to jedna z najważniejszych produkcji mojego dzieciństwa? Nie wiem, ale wiem, że moje oczekiwania były na tyle duże, że bardzo, bardzo bałam się zawodu po zmierzeniu się z ostateczną wersją „Maleficent”…

Jak powszechnie wiadomo jedna z najpopularniejszych baśni zaczyna się w momencie narodzin Aurory. Królewna w czasie swojej pierwszej uroczystości zostaje przeklęta przez złą czarownicę – w dniu swoich szesnastych urodzin ukłuje się palec i zapadnie w głęboki sen, z którego wybudzić może ją tylko pocałunek prawdziwej miłości. W 2014 roku producentów poniosła wyobraźnia, ponieważ cała historia rozpoczyna się wiele lat wcześniej, gdy rodzice królewny i Maleficent są dziećmi. Cały świat, rzeczywistość w jakich żyją wygląda zupełnie inaczej, dlatego inne są podstawy baśni. Jakie w takim razie będzie jej zakończenie?

idzie maleficent

Film wciągnął mnie od pierwszych minut. Fakt, że całość inaczej się zaczyna i „szkaradztwo” (w pierwszej chwili tak oceniłam dziecięcą wersję głównej bohaterki ;)) zaintrygowały mnie do tego stopnia, że nie chciałam pominąć żadnej klatki. Każda scena była istotna, każda miała w sobie magię, dosłownie i w przenośni. Emocje – emanujące ze wszystkich wydarzeń i postaci – udzielały mi się natychmiast ;)

Motywy wszystkich bohaterów są z jednej strony dosyć powierzchowne i przewidywalne, z drugiej strony – tak przecież często może się wydawać również w naszym niemagicznym otoczeniu. Co więcej „Maleficent” cały czas ma docierać przede wszystkim do najmłodszych widzów, dlatego ogólny przekaz jest jasny nie tylko dla dorosłych.

Ani Angelina Jolie, ani pozostała część obsady mnie nie zawiodła.Jeszcze bardziej zachwyciły mnie efekty specjalne i cała oprawa. W przeszłości przeszkadzał mi nadmiar wpychania w filmy wszystkiego, co specjaliści umieją wyczarować – ta produkcja to pierwszy od kilku lat wyjątek :) Ponadto zjawiskowa była scenografia i stroje – na to też najczęściej nie zwracam uwagi, dlatego bardzo to doceniam.

Cieszę się, że nie musiałam oglądać wersji naznaczonej polskim dubbingiem. Jedyna wada w tej chwili to głupi tytuł, który (w mojej ocenie!) nie do końca ma pokrycie z morałem wynikającym z fabuły filmu.

Mimo moich gigantycznych oczekiwań kompletnie nie mam się do czego przyczepić! „Maleficent” obejrzałam z wypiekami na twarzy, momentami zalana łzami, czasami uśmiechnęłam się do humorystycznych scen – film emocjonalny bardzo, ale w sposób przyjemny, dlatego zdecydowanie oceniam na 9/10! Obawiam się, że wierna adaptacja braci Grimm z 1959 roku trochę przygasła w moich oczach…

bajkowa maleficent

 

Zdjęcia z justlia.com.brpureneemodiaries.blogspot.com i fastcocreate.com

Dodaj komentarz