Uwielbiam gotować! Obserwowanie ciekawych procesów pod wpływem temperatury, połączenia z innym składnikiem, obrotów miksera lub innych operacji nieustannie mnie pociąga. Czasami jednak nie mam czasu albo ochoty, a chcę zjeść coś pysznego, szybkiego i nie wymagającego bardzo wymyślnych składników. Wtedy idealnym rozwiązaniem są naleśniki ;)

Z podanej niżej mieszanki (w wersji na słono lub słodko, kwestia przypraw i fantazji) nie wyjdzie potrawa znana z polskich stołów. W tym wypadku danie będzie miało średnicę 10-15 cm, a placki będą grube na ok. 5 mm – dlatego bardziej przypominają wersję amerykańską. Mi się to podoba, bo polskie naleśniki zwyczajnie mi się znudziły ;)

biale jedzenie

Na podwójną porcję potrzebuję:

  • dwóch szklanek mleka,
  • dwóch szklanek mąki,
  • dwóch jajek,
  • łyżeczki proszku do pieczenia,
  • oleju (symbolicznej ilości, ale wystarczającej i do smażenia, i do ciasta)
  • soli / trzech łyżek cukru i
  • ewentualnie innych przypraw: kakao, cynamon, bazylia, zioła prowansalskie, curry i wszystko inne, co przyjdzie mi do głowy ;)

Cały przepis polega na zmieszaniu składników. Jeżeli łyżka nie wystarczy (grudki), pomoże trzepaczka, w ostateczności blender. Nakładam ciasto na cbochlę i wylewam na patelnię z rozgrzanym olejem: gdy pojawią się pierwsze bąbelki przekładam naleśnika na drugą stronę, po chwili kładę na talerz.Między porcjami wskazane jest przepłukanie patelni w zimnej wodzie, przetarcie suchą ściereczką i ponowne wylanie oleju – może to mało oszczędne, ale wtedy mam gwarancję, że nic mi się nie przypali. Z takiej ilości produktów jaką podałam wyżej wychodzi 6 naleśników.

Niezbędny jest jakiś dodatek: osobiście bardzo unikam przereklamowanego w naszej wersji białego sera! Najczęściej wybieram bitą śmietanę, marmoladę, różnorodne serki homogenizowane, stopioną czekoladę, miód, zmiksowane lub pokrojone owoce (niektóre świetnie zdają egzamin w cieście!). Na słoną wersję kładę pokrojone pieczarki lub sos pomidorowy i konieczny plaster sera ;)

W gwałtownych sytuacjach (o każdej porze dnia), gdy nie można iść do sklepu, a jestem głodna i się spieszę mogę spokojnie przygotować sobie tę potrawę. Całość (ze smażeniem) zajmuje ok. 20 minut. Co więcej podoba mi się ta dowolność smakowa, mogę zjeść zawsze dokładnie to na co mam ochotę – w domu najczęściej znajdzie się trochę kakao albo jakieś owoce. Nie tyle, że nic nie muszę, to jeszcze mam co chcę ;)

Dodam, że to wyjątkowo sycący posiłek; mimo że naleśniki są naprawdę wyborne nie jesteśmy w stanie we dwójkę zjeść aż sześciu!

Zawsze mi się wydawało, że nie ma szans na zjedzenie czegoś pysznego, co się szybko przygotowuje i na co nie trzeba zostawić krocie w spożywczaku ;) Podejmowane kulinarnego ryzyka pomogło mi się przekonać i zakochać w takiej wersji naleśników do tego stopnia, że regularnie pojawiają się na naszym stole – 9/10

moje nalesniki

 

 

Zdjęcia z totalbeverage.net, redbubble.com i facebook.com

4 Odpowiedzi na “88. Magia mąki, mleka i jajek”

  1. Boszz… ale mi smaku narobiłaś:)
    Gdyby nie to, że nie mam mleka, a do najbliższego sklepu 3 km, to już bym leciała. A tak z ciekawości – gdzieś czytałam że jest coś takiego jak „bieda naleśniki” gdzie mleko można zastąpić niegazowaną wodą – coś może o tym wiesz? Nie żebym była w desperacji ale… ;)

  2. Ewaleśnik pisze:

    Wow, nigdy o tym nie słyszałam… Przyznam, że brzmi ciekawie, ale na dzisiejszy dzień nie miałabym tyle odwagi ;)

  3. Shojin pisze:

    Może z przepisu nie skorzystam, ale miło było poczytać n__n
    Odnośnie komentarza powyżej to mogę napisać, że jak byłam jeszcze „zwykłą” weganką, a nie surową/witariańską to robiłam naleśniki z dwóch składników – mąka + woda. Wychodziły bez problemu, bez tłuszczu, na teflonie ;) Więc mleko wodą jak najbardziej można zastąpić ;)

  4. Ewaleśnik pisze:

    Miło mi ^^ Brzmi jak przepis na tortillę Tomka ;)

Dodaj komentarz