80. …do końca świata…
28 listopada 2014

80. …do końca świata…

W 2007 roku z dużą przyjemnością oglądałam „Magdę M”. Dlatego zacierałam ręce na wiadomość o kontynuacji, zwłaszcza że byłam bardzo ciekawa wiodącego wątku. Teraz moje nastawienie było podobne, ale wrażenia z trzeciej serii uległy diametralnej zmianie.

Tak jak w poprzednim sezonie główni bohaterowie są w szczęśliwym, ciut przesłodzonym związku. Tym razem Piotr zaczyna mieć mocne zawroty głowy. po kilku wizytach u lekarza decyduje, że dzielnie pojedzie do Los Angeles – będzie walczył o swoje życie chroniąc ukochaną przed doświadczeniem patrzenia na jego śmierć. W tle jak zwykle rodzina i przyjaciele Magdy, podzieleni na dwie grupy: zwolenników cierpliwego czekania na powrót mężczyzny swojego życia oraz zwolenników szukania szczęścia w nowych, otwartych ramionach kolejnych adoratorów.

Uważam, że komedie romantyczne nie muszą mieć bardzo ambitnych pomysłów, jednak tu jest on tak głupi, że gdyby nie sentyment z pewnością przerwałabym oglądanie tego sezonu. Kołem ratunkowym (jak wcześniej) są wątki szukania szczęśliwych związków na dalszym planie.

Te smutki jakoś się udzielają, nie wspominając o radościach (więcej prawdy albo talentu aktorskiego). Przygody pobocznych postaci też nie są jakieś bardzo górnolotne ale da się na to patrzeć pozwalając emocjom na współodczuwanie :) Dlatego patrząc na zaloty, zaręczyny i ślub rodziców, przyjaciół lub znajomych bohaterów angażowałam się w to z prawdziwą przyjemnością.

Pisząc o poprzednich produkcjach zawsze odczuwałam jakąś irytację na myśl o Magdzie – tu nie lubię jej dużo bardziej! Doszły głupie miny i przedstawienia (np. impreza z okazji powrotu do staropanieńskich strojów w groszki). Nie wspominając o bardzo nastoletniej niekonsekwencji – przez pół sezonu bohaterka zakłada, że niczym jej babcia po przeżyciach w powstaniu będzie czekała na ukochanego, by w kolejnym odcinku oprowadzać byłego chłopaka po swoim mieszkaniu. W wyniku tego scenariuszowego bałaganu fikcyjne postacie (drugoplanowe) zauważyły, że jest w tym coś nieprawdziwego ;)

odcinek 45

Kropką nad i mojego rozczarowania jest fakt, że sezon został bez sensu przerwany. Na tamtym etapie już postanowiono o produkcji czwartej serii, w ten sposób miała zostać wzbudzona ciekawość skłaniająca do natychmiastowego włączenia kolejnego odcinka. Rozumiem taki chwyt, jednak tu to zostało zrobione mało zgrabnie: gdyby nie technika podejrzewałabym, że scena została ucięta nożyczkami – na to wskazuje efekt. Przyjemna ekscytacja jest zastąpiona zażenowaniem.

Obejrzę czwartą serię, bo tak widzę swoje odświeżanie. Kilka tygodni temu byłam przekonana o regularnych, sentymentalnych powrotach do „Magdy M”, jednak teraz mocno wątpię w taką determinację. 5/10

pamiatki magdy m

 

Zdjęcia z player.pl, pawelmalaszynski.bloog.pl i magdam-nowosci.blog.onet.pl

 

Dodaj komentarz