Drewniane klocki mogą być udaną rozrywką nie tylko dla małych dzieci. Wystarczy mieć ponad 3 lata, trochę przestrzeni, przynajmniej jednego towarzysza do gry i chwilę, w której można pohałasować. W takich warunkach przez wybraniem porządnej planszówki albo włączeniem filmu warto sięgnąć po „Wieżę”.

Pierwszy raz poznałam tę zabawkę kilka lat temu w czasie rodzinnego spotkania, gdy moja Siostra wyjęła na stół Jengę. Zasady są te same – z wieży składających się z kilkunastu pięter po 3 klocki należy jedną ręką wyjąć pojedynczą sztukę i ułożyć ją na górze tak, aby całość się utrzymała. Na początku to nie jest wielkie wyzwanie, ale im budowla wyższa, tym więcej frajdy, adrenaliny, głupawki i wzajemnego dokuczania ;)

nasza wieza

„Wieża” zapoczątkowała moje zainteresowanie grami planszowymi dlatego, że gwarantuje mile spędzony czas ze współtowarzyszami – tego zawsze oczekuję przy wyborze pozycji na wieczór. Po prawdzie każda runda jest realizowana przez jednego gracza, ale nikt się nie nudzi, ponieważ wszyscy się śmieją, przyglądają, żartują, czasami przeszkadzają: nigdy nie było jakichś nieprzyjemnych emocji, które mogą się zdarzyć przy przepychankach nad planszą „Kolejki IPN„. Tu, nawet gdy ktoś pstryka, klaszcze, próbuje łaskotać lub w inny sposób rozprasza jest śmiesznie i miło.

Co więcej to świetna alternatywa na chwilę przerwy w czasie imprezy lub wieczoru planszówkowego. Element sprawdzony, zwłaszcza w skrajnych punktach zabawy: na początku, gdy gracze muszą się wkręcić łatwiej będzie im się wczuć i poznać siebie nawzajem (przez wspólny cel, jakim jest utrzymanie wieży). Równie dobrze jest ją wziąć pod koniec, gdy wszyscy są zmęczeni, bo nikomu wtedy nie chce się już myśleć nad strategiami innych gier.

Nie planuję kupować oryginalnej wersji. Ok, klocki są pewnie troszeczkę lepiej wykonane, bo mają zaokrąglone końce i na każdym z nich jest napis z nazwą gry. Ponadto budowla jest o kilka pięter wyższa, co teoretycznie przedłuża zabawę, ale w praktyce to jest kwestia kilku ułożeń. Zapłaciłam 50 zł mniej, mogłam kupić tę grę w małym, sanockim sklepiku, bawię się dalej świetnie, więc nie zamierzam przepłacać.

jenga

 

Nie lubię jedynie żmudnego układania klocków od nowa. Szczęśliwie idealnie dopasowane pudełko trochę pomaga wyrównać i umocnić całość, ale to trwa dosyć długo. Zawsze musi to robić jedna osoba, ponieważ w tym wypadku pomocnicy bardziej przeszkadzają.

Wadą gry może być hałas, ale to zależy od warunków: na podłodze trzeba uważać z sąsiadami (zaleta mieszkań parterowych ;)). Do tej pory żaden stół nie został zniszczony, klocki nigdy nie wpadły do kubków z herbatą ani nie uszkodziły sprzętów elektronicznych – zawsze czyszczę teren przed rozgrywką, może dlatego ;)

„Wieża”, to mała, tania gra z bardzo prostymi zasadami, w związku z czym każdy (bez wzlęgędu na wiek i stopień zażyłości z innymi) może się świetnie bawić budując ze skupieniem rekordy. Udany start na rozpoczęcie własnej kolekcji gier planszowych ;)

7/10

 

Zdjęcia z zabawkiprogresywne.pl, jenga.com i facebook.com

4 Odpowiedzi na “79. Zabawa, koncentracja i 46 klocków”

  1. Aleksandra Niedzielska pisze:

    Grałam w to kilka razy – kapitalna gra, a jeszcze poza super zabawą ze znajomymi, to jeszcze i główka pracuje.

  2. Ewaleśnik pisze:

    O tak, tutaj ta zabawa jest najistotniejsza :D Dlatego jest pewnikiem każdego udanego spotkania towarzyskiego

  3. Dobcia pisze:

    Przyznam, że nie sądziłam, że te klocki sprawią taką frajdę ! I to jeszcze w dobranym gronie :P

    Ps. jak ten czas zleciał . :)

  4. Ewaleśnik pisze:

    Oj tak, gra z Wami na parapetówce to było zupełnie niepowtarzalne przeżycie :D

Dodaj komentarz