73. Bajka w groszki
03 listopada 2014

73. Bajka w groszki

Jak wygląda typowa warszawska singielka? Co nosi? W czym się spełnia? Z czym nie jest w stanie sobie poradzić? Z kim spędza czas? Co zajmuje jej go najwięcej? Jak reaguje, gdy w tle pojawia się interesujący mężczyzna? Poznajmy Magdę. 

Prawniczka dyskutująca z kotem, pochłonięta angażującą pracą, oferująca pomoc w fundacji dla kobiet, w wolnych chwilach spędzająca czas z kilkorgiem przyjaciół w podobnej sytuacji życiowej. W dalszym planie jest mama utrzymująca ciągły kontakt telefoniczny, w większości sympatyczni współpracownicy, interesujący klienci oraz przystojny kolega z konkurencyjnej kancelarii.

Piotr (kolega), który szybko bierze się w garść po bolesnym rozwodzie uparcie się zaleca, flirtuje, zaprasza do tańca, obsypuje komplementami i prezentuje urocze upominki. Ideał! Tym bardziej, że Magda z uśmiechem odwołuje spotkania, unika kontaktu, w ostateczności odkłada słuchawkę lub odchodzi. Większość ludzi odbiera takie sygnały jako informacja o braku zainteresowania, ale Piotr ma przypominać disney’owskiego księcia z bajki, Magda – uciekającą z balu królewnę.

Niestety główni bohaterowie nie podobają mi się zupełnie. Tytułowa prawniczka mimo wykształcenia i zaradności życiowej zachowuje się często jak małe, niedojrzałe dziecko. Przedstawiona jest jako osoba myśląca i bardzo empatyczna, tymczasem bez zastanowienia rani swoich rodziców i zalecającego się mężczyznę: czasami nawet przez zwykłe kaprysy. Trochę ta sprzeczność mi nie pasuje.

Część winy ponosi Joanna Brodzik, która po poprzedniej serialowej postaci chyba nie umiała się przestawić. Mam wrażenie, że Magda miała być dojrzała, uparta, urocza i profesjonalna, tymczasem aktorka dała jej jedynie urodę. W tym wypadku kobiecy wdzięk – nieumiejętność obsługi expressu do kawy, makijaż w lusterku samochodowym i niekontrolowanie wypowiadane skrawki myśli na sali sądowej – zamieniał się w prozaiczną głupotę. Dlatego trudno mi wierzyć w ten twardy charakter i perfekcję zawodową.

Gdy oglądałam produkcję w liceum Piotr (Paweł Małaszyński) mi się nie podobał, ale i nie raził. Teraz mnie irytował, może przez małą zmianę moich upodobań ;) Maślane spojrzenia, zamyślenia, nieustanne zaproszenia na kolację, pytania zadawane aksamitnym głosem, „ciepłe światełko w oczach” – to wszystko jest tak romantyczne, że aż lukierkowe. Może mój niesmak wynika z pamięci o pozostałych, całkiem udanych rolach aktora, może nie marzę o Kenie… nie wiem, wiem, że jego zachowanie jest przerysowane i przesadzone.

Magda M, odcinek 10

„Magda M” ewidentnie trzyma się pewnego schematu. Ona jest niedostępna, on zakochuje się „w jej rytmie” i tym sposobem między zapoznaniem a romantycznym pocałunkiem mija 15 odcinków. Ten szkielet obejmuje również problemy rodzinne, modelowych przyjaciół bohaterów (chłopczyca, kura domowa, nimfomanka, fajtłapa i gej) i atrakcyjne życie zawodowe gdzie jedynym problemem jest dokuczliwy kolega z pracy. A’propos profesji adwokata same sprawy były nudnawe i mało pikantne – to mnie trochę zawiodło po „Prawie Agaty„.

Czy coś mi się podobało? Zdecydowanie aktorzy wcielający się w drugoplanowe role, o których pisałam wyżej – Katarzyna Bujakiewicz, Katarzyna Herman, Daria Widawska, Bartłomiej Kasprzykowski. Ponadto przyjemnie się patrzyło na bohaterów Krzysztofa Stelmaszczyka, Urszuli Grabowskiej i Jacka Braciaka. Nie mogłabym nie wspomnieć o Piotrze Fronczewskim (wcielającym się w ojca prawniczki), który sam w sobie wyraźnie się wyróżnia z tego środowiska przecież dobrych aktorów :)

Poza tym „Magda M” to pierwsza polska produkcja, w której soundtracku pojawiły się popularne piosenki, W większości pogodne i przyjemne, z budującym tekstem. Bardzo podobała mi się ta odmiana, dlatego cieszę się, że teraz to stały element współczesnych, lekkich seriali.

Co mi się najbardziej podoba (i podobało w przeszłości) to pozytywne przestałnie płynące nie tylko z wyżej opisanej muzyki. Bohaterowie, mimo samotności, pracoholizmu, kłopotów rodzinnych i innych problemów, patrzą z optymizmem w przyszłość, rozmawiają, szukają rozwiązań, robią to co lubią, cieszą się przyrodą i utrzymują swój uśmiech. Taka postawa – nawet odegrana – miło się udziela, dzięki temu łatwiej złapać dystans do własnych spraw.

Bajka wyprodukowana dla dorosłych (kobiet) nadal jest bajką. Po prawdzie morału nie ma, ale są wystarczająco przewidywalne postacie, słoneczna Warszawa lat dwustysięcznych, malownicze mieszkania i inne walory wizualne sprawiające przejmność telewidzom :)

Serial z niemałą ilością wad i niekonsekwencji szybko znika w blasku swoich komediowo-romantycznych następców. Mimo mojego dużego zawodu po kilkuletniej przerwie z pewnością niejednokrotnie go obejrzę – nie dlatego, że jest dobry, ale przez sentyment, z jakim zawsze patrzę na „Magdę M”.

5/10

magda i piotr w deszczu

 

Zdjęcia z filmweb.pl, seisdias.pl i ciasteczkowekrolestwo.blogspot.com

Dodaj komentarz