70. Planszowa lekcja historii
23 października 2014

70. Planszowa lekcja historii

Urodziłam się w czasach, gdy w sklepach powoli pojawiała się Coca Cola, Mamba, Chupa Chups i inne tego typu skarby. Pamiętam to, mimo bardzo niewielu lat – moje pokolenie to jedno z pierwszych w tym kraju, gdzie dzieci były grupą docelową reklam :) Im byłam starsza, tym w sklepach było więcej, w związku z czym trudno mi sobie wyobrazić zakupowe realia lat osiemdziesiątych, dlatego zagrałam w „Kolejkę IPN”.

Każdy gracz dostaje pięcioosobową rodzinę i listę zakupów. Jego celem jest zaopatrzenie się w odpowiednią ilość rzeczy ze sklepu spożywczego, meblowego, odzieżowego, kiosku oraz RTV. Wyzwanie utrudnia fakt, że nigdy nie wiadomo gdzie (i w jakich ilościach) będzie towar. Jednak największym utrudnieniem (jednocześnie pikanterią całej rozgrywki) są przepychanki między graczami. Przykładowo karta „Pan tu nie stał” zmusza do przepuszczenia kogoś w kolejce, „Remont” blokuje lokal na całą rundę (dzień), „Kobieta z dzieckiem” pozwala na zajęcie pierwszego miejsca a „Lista społeczna” odwraca cały tłum pionków tył na przód. Dodatkowo na planszy znajdują się spekulanci i przekupka, handlująca na bazarze według własnych zasad ;)

Pudełko ma malunek PRL-owskiej, wygniecionej paczki. W środku jest sporo mniejszych i większych kart, drewniane pomalowane figurki, znacznik rozpoczynającego (przypominający kosz na śmieci), ogromna plansza (podzielona na dwa kawałki) i kilka instrukcji w różnych językach. Oprawa jest w klimacie tamtych lat (namalowane kółka po czarnej kawie, szary papier, otarcia itd). „Kolejka IPN” jest bardzo porządnie wykonana, i to zdecydowanie mi się podoba.

obe

Lubię gry z dużą ilością elementów, dlatego tu nie mogłam się zawieść. Każdy gracz poza listą zakupów i pięcioma pionkami ma plik kart przepychanek kolejkowych, podpowiedzi dotyczące etapów dnia i jeszcze zbiera wszystkie produkty. Chociaż tu wyłania się wada – na zabawę z „Kolejką” trzeba przygotować naprawdę sporo miejsca.

Drugi minus polega na tym, że czasami przy przepychankach panowała trochę napięta atmosfera. Stosowanie niektórych kart opiera się tylko na złośliwości bez jakichkolwiek korzyści dla zagrywającego. Niestety nie wykluczone, że w rywalizacji pojawi się za dużo jadu.

karty kolejki

Nie musi, ponieważ wszystko zależy od otwartości i nastawienia graczy, dlatego to nie jest szczęśliwie reguła „Kolejki” :) Największą zaletą gry jest sam pomysł – w dobie krzykliwych reklam, promocji, dziesiątek rodzajów konkretnych produktów i zakupów internetowych moje pokolenie (i młodsze) może poczuć atmosferę żmudnego czekania na coś po co się przyszło, a z czym wcale nie trzeba wrócić.

9/10

 

Zdjęcia z kielce.gazeta.pl, repliblog.wordpress.com i xarchiwum.pl

Dodaj komentarz