Kto nie pamięta swoich rodzin w pierwszej odsłonie „The Sims”? Kto czekał z podnieceniem na trójwymiarową, drugą część? Kto ekscytował się plastyką „The Sims 3„? Ja na pewno, dlatego rozglądałam się za częścią czwartą, spodziewając się podobnych emocji. Stąd przyjemność powrotu z Empiku ze świeżutkim egzemplarzem. Musiałam po prawdzie szybko i koniecznie założyć konto na Origin, bo inaczej gry nie można nawet zainstalować, ale skoro czeka mnie mnóstwo godzin wciągającej zabawy, dlaczego nie…

Fabuła jest niezmienna. Zwykły symulator niezwykłego życia, gdzie gracze tworzą swoje podobizny i spełniają ich marzenia (najczęściej, tak wyczytałam na wielu forach ;)). Tu można pójść w każdym kierunku, dać sobie idealne cechy, kilkoma kliknięciami wyrzeźbić sylwetkę, słynnym kodem zapewnić sobie gigantyczną fortunę itd. Wszystkie kierunki dozwolone – rozrywka w postaci czynnego marzenia :) Na tym chyba polega fenomen wszystkich części i dodatków Simsów, że to bardzo wciągające gdybanie, które dopóki się nie znudzi wkręca niemiłosiernie. Do dziś pamiętam natężoną uwagę, czy rodzice nie wracają i czy mogę jeszcze 10 minut sobie pograć, najlepiej z koleżanką zajmującą się tym samym po drugiej stronie słuchawki ;)

nasze simy

Nie za bardzo podobał mi się już sam zwiastun, w którym Simy wyglądają dużo bardziej sztywno i nierealistycznie (komiksowo?). Niepokojąco inne wydawały mi się fragmenty filmików z budowania domów, ale pomyślałam, że wszystkiego na pewno szybko nauczę się w czasie rozgrywki, tak jak było przy poprzednich częściach. Nie nauczyłam się, ta gra zbyt intuicyjna nie jest – chyba że współczesna technika jest już dla mnie aż taką tajemnicą ;)

Nie podoba mi się już to, że nie ma na początku filmiku wstępnego. Wiem, zawsze się to szybko przeskakiwało, ale w moich oczach to był element tradycji.

W tworzeniu postaci – tak! Na to jak zwykle najbardziej zacierałam ręce – jest jeden z niewielu elementów, który jest naprawdę fajny, mianowicie dodanie sposobów chodu – chyba 7, różnorodnych i  zabawnych. Bardzo ciekawe wydawało się rzeźbienie postaci, ich sylwetek i kształtu twarzy kursorem, bez żadnych suwaków. Niestety to są naprawdę nieznaczne zmiany, wcale nie budzące charakterystycznego podniecenia. Nie można zrobić kogoś bardzo grubego albo bardzo chudego, po prostu jest kilka rodzajów zmiennych i tyle… Rozumiem, że aż tak okrojona ilość fryzur, elementów ubioru itd to tylko zachęta na nabycie dodatków. Ale zdecydowanie brakuje mi manewrowania kolorami! Wszystkie barwy są ograniczone w kilku (dosłownie) kwadracikach, dokładnie jak w „The Sims 2” z 2004 roku.

Nie należę do tak zwanych graczy architektów – budując domy zależy mi na tym, żeby były w miarę ładne, wygodne i szybko wykonane, bo granie Simami stygnie… Dlatego podobało mi się to, że można sobie wykupić konkretne pomieszczenia, zrobić między nimi coś na kształt przedpokoju i dom stoi. To jest fajne! Ale niefajna jest cała reszta trybu budowania/kupowania (tym razem połączonego w jedno) tak, że w ogóle mi się do niego nie spieszy. Byłam tam raz, i nie pamiętam takiego niesmaku w moim kilkunastoletnim doświadczeniu z grą…

Jeżeli chodzi o tryb życia też słyszałam, że gracze dzielą się na karierowiczów i rodzinnych. Ja grałam i tak i tak, dlatego łatwo było mi się uratować, gdy czułam aż takie znudzenie grania pojedynczą osobą. Nawet pojechać do pracy nie można ze swoim bohaterem, tylko teleportuje się jak w latach dziewięćdziesiątych. Dlatego założyłam normalną rodzinę, gdzie z czasem pojawiło się dziecko. Trochę ciekawiej było – zwłaszcza, że noworodkowi można nakazać urosnąć w każdej chwili do etapu ucznia podstawówki, więc zostało tylko to co wygodne w życiu ludzików. Bardzo fajny jest pomysł dodania emocji – szczególnie podoba mi się zawstydzenie, gdzie Simy mają ochotę schować się przed światem, co oznacza ukrycie się pod kołdrą ;) Stanów emocjonalnych jest sporo i rzeczywiście to ma swoje pokrycie w relacjach z innymi Simami, ale tylko w mniej więcej w 30%. Pozostała część to stałe zagrywki, które można wprowadzać bez względu na aktualny nastrój.

To niestety nie wszystko, ponieważ bawiąc się w „The Sims 4” mam sporo problemów technicznych. Wiem, znaczna część graczy to nastolatki, których umiejętności obsługiwania komputera są już mocno inne niż moje. Ale bez przesady, tu bywa problem nawet z zapisem gry. Nie wspominając o bardzo niefajnym, bezpośrednim połączeniu z Origin, które: 1. wymaga zawsze Internetu, kij wie po co… (w dawnych czasach Simsy odpalało się zawsze, gdy były jakieś problemy z Internetem); 2. uzależnia instalację jednej konkretnej płyty na jednym konkretnym koncie – dlatego o sprzedaży tego bubla mogę zapomnieć i w najlepszym razie mogę go wyrzucić (i tak czuję się, jakbym wyrzuciła 170 zł); 3. buja, że gra się szybko ładuje – gra tak, Origin nie, które jak mówiłam odpalić trzeba.

Dlaczego w takim razie w ogóle oglądałam pudełko w Empiku? Bo to simsy, od kilkunastu lat jestem ich fanką, i może jednak zrobili w tym coś naprawdę fajnego. Mój błąd polegał na tym, że kupiłam „The Sims 4″ tuż po premierze (3 dni), i dałam sobie zdecydowanie za mało czasu na zapoznanie się z recenzjami, filmikami z gry i innymi tego typu materiałami. Wtedy pewnie mogłabym sobie wyobrazić, jak to wygląda w praniu. Mam nadzieję, że nie popełnię tego błędu po pojawieniu się dodatków – o ile w ogóle się namyślę, żeby je nabyć. Trudno mi w to uwierzyć – 3/10

 

Zdjęcie z sims-onlne.com

2 Odpowiedzi na “66. Mechanicznie spełniając marzenia…”

  1. Shojin pisze:

    Chyba nigdy w jakąkolwiek grę Simsową nie grałam, ale.. ..tworzenie postaci? budowanie domów? Toż to coś dla mnie! Napisałaś, że nie należysz do graczy-architektów i raczej szybciej chcesz pograć w stygnącą symulację. A ja wręcz przeciwnie – już widzę, jak bym się bawiła budując moją wymarzoną chałupkę i tworząc postaci – i na tym chyba moja gra się tylko toczyła ;) Zaciekawiłaś mnie przyznam. I choć od gier raczej z daleka się trzymam to symulacja własnego domu brzmi zachęcająco, więc coś mam wrażenie, że sięgnę po tę grę ;)

  2. Ewaleśnik pisze:

    Tworzenie postaci mnie osobiście wciągało bardzo, tworzenie domów mniej, ale do tego potrzebny jest ktoś, kto ma smykałkę :) Jak njbardziej polecam, ale część trzecią, tu jak pisałam nie łatwo si połapać i nie łatwo jest się pozbyć tej gry.

Dodaj komentarz