62. Trening udokumentowany
25 września 2014

62. Trening udokumentowany

Niejednokrotnie słyszałam, że jest jej już za dużo! Najpierw były dyskretne programy treningowe w prasie tematycznej, teraz są płyty, książki, mnóstwo przepisów i postów na facebooku, składanki muzyczne, aplikacja na telefon i sporadyczne spotkania ćwiczeniowe – kobieta rzeczywiście stara się realizować oczekiwania swoich podopiecznych. Dlatego Tomek sprezentował mi „Rok z Ewą Chodakowską”.

W rzeczywistości to po prostu dziennik fitness, w którym są odpowiednie miejsca na notowanie swoich postępów treningowych, wydawanie sobie ocen żywieniowych, małe programy (bardzo małe, dlatego od razu nazwane to jest dodatkiem do codziennej aktywności fizycznej), comiesięczna motywacja (w postaci krótkiego tekstu), i cotygodniowe rozliczenie z własnego nastroju. Dodatkowo w każdą niedzielę mogę sobie wypisać, co szczególnie pozytywnie i negatywnie na mnie działało w minionym czasie. Ponadto jest 12 stron przeznaczonych na wymiary, które – z założeniem autorki – ulegają zmianie pod wpływem nowego trybu życia.

tyl dziennika chodakowskiej

Na pewno bardzo podoba mi się samo wydanie. Pół-twarda okładka, śliskie strony, każda bardzo ładnie oprawiona graficznie bez względu na treść i cel.

Jeżeli chodzi o samą formę fakt, że dzień w dzień rozliczam się ze wszystkiego co robiłam bardzo motywuje. Zwłaszcza, kiedy nie chce mi się ćwiczyć, albo mam wielką ochotę na fast foody ;)

Jednak „Rok z Ewą Chodakowską” ma swoje wady. Bardzo zawiodło mnie to, że nie ma żadnych przepisów. Może to było umyślne, bo nie tak dawno pojawiła się kolejna publikacja trenerki, w której są tylko propozycje przygotowania konkretnych potraw, ale spodziewałam się czegoś choćby raz na miesiąc. To samo dotyczy motywacji, skoro już niektórzy kupują te podnoszące ducha treści, mogłoby być ich troszeczkę więcej.

Najbardziej nie podoba mi się fakt, że na mini notatkę, co ćwiczyłam, jak jadłam i jakie jest moje samopoczucie mam dosłownie kilka centymetrów kwadratowych. Natomiast na jedno ze słów („wypoczęta”, „neutralnie”, „zmęczona”) mam codziennie długą linijkę. Powinno być odwrotnie. Mogłabym pisać sobie w odwrotnych miejscach, wiem, ale przecież nie ja projektowałam tę książkę.

Po przeglądaniu w Empiku poprzedniej książki Chodakowskiej (całej przeznaczonej na jeden miesiąc) mam wrażenie, że roczna wersja była przygotowana trochę bardziej po łebkach, co nie zmienia faktu, że całość jest bardzo dopracowana. Problem tylko, że  szybko wkrada się rutyna, dlatego nierzadko zapominam o dokumentowaniu swoich treningowych postępów. Mimo wszystko dużo przyjemniej jest korzystać z takiej formy dziennika niż ze zwykłego zeszytu, dlatego nie wykluczam, że gdy moje 12 miesięcy się skończy nabędę kolejny egzemplarz – tylko dlatego „Rok z Ewą Chodakowską” oceniam na 6/10
kartka z dziennika fitness

 

Zdjęcia z aszdziennik.wordpress.com, klaudia-synarska.blogspot.pl i cellulitka.blogspot.com

Dodaj komentarz