61. Życie w kościach
22 września 2014

61. Życie w kościach

Wspomnienia z dzieciństwa warunkujące start człowieka – co się wydarzy w okresie młodości, wieku średniego i starości jest niewiadomą uzależnioną od marzeń, celów i przypadku. Czy tak wygląda życie? Granna przedstawia własną odpowiedź oddając fanom CV.

W pudełku poza instrukcją jest niewielka plansza, kilka żetonów z konkretnymi oznaczeniami, 7 kości (nie numerowanych, ale przedstawiających symbole szczęścia, pecha, wiedzy, relacji, pieniędzy i zdrowia), notesik z ołówkiem na punktację i mnóstwo kart podzielonych kolorami – cele życiowe i wiek graczy.

Każdy kto zasiada nad „CV” ma wirtualną postać, którą przeprowadza przez życie. Po krótkim i przemyślanym wyborze wspomnień przystępuje się do gry i prawdę mówiąc nie za bardzo wiadomo o co chodzi. Gracze z symboli zdobytych na żetonach i kościach (czyli przypadkowy traf, który też znamy z codziennych przygód :) ) kupują sobie karty do swojego CV, ale po co i o co to wszystko – nie wiadomo. Instrukcja jest na tyle niejasna i niedopracowana, że po wielu rundach z różnymi znajomymi dalej nie rozumiem idei tej produkcji.

karty cv

Druga wada polega na tym, że nie ma za bardzo interakcji między graczami. Każdy po prostu buduje swoje CV, ale mamy w nosie, co się dzieje w życiorysie sąsiadów, dlatego tu moja ulubiona funkcja planszówek (wzmacnianie relacji) jest dużo słabsza :)

Problemem może być też ograniczona liczba graczy (do czterech), bo nie nadaje się na imprezę. Raz popełniłam ten błąd i razem z Tomkiem piliśmy kawę w kuchni czekając aż goście dokończą godzinną rozgrywkę.

To nie znaczy, że CV nie ma żadnych zalet. Granna szczęśliwie ciągle stawia na jakość! Wszystko jest po pierwsze solidne, po drugie ładne – zwłaszcza grafiki na kartach. Sam styl tej gry jest trochę surowy (kratkowany, sztywny z dominującymi burymi kolorami), ale taki był zamysł twórców. Nie ściera się farba z kości, karty mimo obracania w wielu parach rąk ciągle są w świetnej formie, żetony się nie powyginały, dlatego do wykonania naprawdę przyczepić się nie ma o co.

Druga sprawa – uwielbiam gry, w których jest dużo akcesoriów, więc narzekać nie mogę. Karty, żetony, i zmieniająca się ilość rzucanych kości (od czterech do siedmiu, które ledwo mieszczą się w rękach), super! Chociaż tu też jest druga strona medalu, bo to wymaga sporej ilości przestrzeni, ale dla upartego to jest do rozwiązania :)

w pudelku cv

CV jest zdecydowanie najsłabszą planszówką jaką mam. Miałam wobec niej plany sprzedażowe, ale cieszę się, że niedoszłe. Wiem, że jej nie oddam, bo wyjątkowo miło obraca się kośćmi i żetonami ze szwagierką :) Gra luźna (tak wymyśliłam, przez niejasną instrukcję większość zasad trzeba określić sobie samemu), lekka, jest co obracać w rękach. Jeżeli planujemy jednak świetną zabawę w przyjemnym towarzystwie, to lepiej sięgnąć po inną pozycję.

6/10

 

Zdjęcia z eduksiegarnia.pl, merlin.pl i playindaily.pl

Dodaj komentarz