Skromny człowiek, który liczy na brak zainteresowania ze strony otoczenia i pilnie strzeże swoich tajemnic. Jednocześnie ma w sobie to coś, dzięki czemu uwaga ludzi z całego kraju jest skierowana w tę stronę. Podejrzewam, że taką osobą byłoby małe podkarpackie miasteczko – Sanok!

  • Na miejscu pierwszym w całym miasteczku jest dla mnie rzecz jasna deptak oraz sanocki rynek. Pamiętam jak poszłam tam z Tomkiem pierwszego wieczoru (zimą) i poczułam się jakbym się cofnęła w czasie do XIX wieku. Gdy zamykałam oczy jeszcze łatwiej było sobie wyobrazić mężczyzn w wysokich kapeluszach i frakach, kobiece suknie, tętent kopyt :) Z deptaka idąc przez Rynek można dojść do placu św. Jana – mojego absolutnie ulubionego miejsca! Tu powierzałam swoje wszystkie refleksje, wyrażałam ekscytacje, uspakajałam się w stresie, nawet delektowałam się nową muzyką. Widok obowiązkowy, mimo ze zdjęcia nie są w stanie oddać tego klimatu.

plac sw jana

  • Kolejne lokum, które ma dla mnie szczególne znaczenie, to kościół Franciszkanów, które znajduje się tuż obok, właśnie na Rynku. Chodzi mi o samą atmosferę tego miejsca. Kupił mnie najpierw swoim wyglądem świadczącym o wiekowości (powstał aż w 1376 roku, został odbudowany po wielkim pożarze w 1606, dlatego dziś jest w całości murowany), potem dżwięcznymi dzwonami wybijanymi co trzy godziny. Środek, wbrew zasadom św. Franciszka skromny nie jest – w zakresie przedmiotów, obrazów, ram, korali, zdobień etc. Jednak skromność tej świątyni polega na jej niewielkim rozmiarze, który powodował że czułam się tam u siebie, bez względu na okoliczności. Do tej pory sanocki kościół Franciszkanów jest najbliższym mi kościołem ;)

franciszkanie w sanoku

  • Oczywiście ten wpis byłby niepełny gdyby nie największy w Europie Skansen. Większość Sanoczan twierdzi, że była „w podstawówce i wystarczy” nie zmniejszyła mojego uporu. Mimo wielu starań udało mi się tam dostać dopiero w zeszłą niedzielę (i zaciągnąć Tomka!), ale byłam, widziałam i mogę coś na ten temat powiedzieć: niesamowite wrażenie zatrzymania czasu. Bez względu na punkt muzeum w każdej chwili miałam poczucie, że ludzie którzy tu żyją po prostu na chwilę wyszli (np. do kościoła na jakąś uroczystość) i zostawili wszystko na maksymalnie dwie godziny. Wielkie wrażenie! Dodatkowo koń, prawdziwi ortodoksyjni Żydzi, jeszcze trafiliśmy na jarmark (galicyjska graciarnia?), naprawdę życiowe doświadczenie!

Jak zwykle w momencie opuszczania konkretnego miejsca mam poczucie, że coś jeszcze mogłam zobaczyć i rzeczywiście żałuję, że nie poznałam skansenu w wersji jesiennej i zimowej. Z drugiej strony i tak się cieszę, że w ogóle udało mi się go zobaczyć, to miejsce przekroczyło moje bardzo wygórowane oczekiwania.

skansen

  • Kolejne miejsce do kórego na pewno zajrzę jeżeli jeszcze kiedyś tu wpadnę to koniecznie jakakolwiek budka z lodami. Jak z fast foodami czy jakąkolwiek inną jadłodajną jest ciężko, tak lody są naprawdę wyborne! Tomek poleca zwłaszcza punkt u Dziadka po prawej stronie od kamienicy Weidera – włoskie dostępne w codziennie innym smaku ;) Mnie zadowolić można wszędzie, ale fakt faktem jako miłośniczka tego deseru czuję się bardzo zaspokojona ;)

lody wloskie

  • Ostatni sanocki aspekt to biblioteka. Skromny zabytek (siedemnastowieczna willa) z monumentem Grzegorza z Sanoka przed budynkiem. Uroda tego miejsca nie jest jego jedynym atutem. Niezwykle miła obsługa, imponujący katalog oraz wiele, wiele godzin spędzonych w czytelni, gdzie poznawałam charakterystykę zawodu copywritera od podszewki. Jedno z najprzyjemniejszych miejsc, do których zawsze szłam z wielkim entuzjazmem.

sanocka biblioteka

Spędziłam tu dokładnie 949 dni: poza życiem z Tomkiem, pisaniem tekstów do mojej pracy, sporadycznym studiowaniem, eksperymentowaniem w kuchni, zasłuchiwaniem się w Sinead O’Connor, uprawianiem jogi, graniem w gry planszowe i na Wii U… poznałam trochę to bardzo skryte miasto. Warto było postarać się odkryć jego tajemnice, mimo braku wielu informacji w powszechnie dostępnych źródłach. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tu zawitam i Sanok po raz kolejny z zaskoczenia mnie zachwyci :)

 

Zdjęcia z panoramio.comwikimedia.org, fotogalerie.plveggiefestchicago.com, sanok.pl, mirekpruchnicki.blogspot.com

3 Odpowiedzi na “58. Dwa lata, siedem miesięcy i sześć dni :)”

  1. Shojin pisze:

    Ależ piękne wspomnienia.. relacja.. Dopiero co wysiadłam z pociągu po tych wszystkich eskapadach i na świeżo mi w głowie oglądanie obcych miast.. Jak czytam i czytam to może szkoda, że nie dali nam trasy do Sanoka. Skromne i liczące na brak zainteresowania – to absolutnie miejsce, w którym chciałabym się znaleźć. Teraz zobaczymy czy Warszawa Ci się równie spodoba czy też będziesz chciała stąd uciekać ;)

  2. magda pisze:

    bądź szczęśliwa gdziekolwiek będziesz.

  3. Ewaleśnik pisze:

    Mam być sczera z tego co wiem pociągi w Sanoku to razej wygasająca sprawa, w życiu tam nawet pociągu nie widziałam, nawet gdy biegaliśmy po torach przy okazji zakupów ;) Ale zdecydowanie polecam, żeby sobie tam wpaść na jakiś weekend i odsapnąć trochę od dużego miasta, bo jest co zobaczyć.

    Warszawa już mi się podoba :D Do zobaczenia jest tu tyle ciekawych miejsc, że i tak mam wielką nadzieję, że uda mi się to wszystko zobaczyć przed ewentualnym wyjazdem. Na dzień dzisiejszy jednak oboje jesteśmy za bardzo zachwyceni ;)

Dodaj komentarz