46. Gdy dzieci wyjdą…
23 lutego 2014

46. Gdy dzieci wyjdą…

Włączając dzisiejszą telewizję dla dzieci większość moich rówieśników i starszych ode mnie widzów jest przerażona. To już nie o to chodzi, że wychowywaliśmy się na czymś innym, ale ten poziom jest tak niezrozumiały, że nie da się go zbyt długo znosić na ekranie. Animowane produkcje w kinach są niewiele lepsze (jeżeli w ogóle), ale szczęśliwie jest wyjątek – Pixar! Ich pierwszą produkcją jest „Toy Story”, który już zawsze będzie nieodłącznym elementem nie tylko mojego dzieciństwa :)

Historia opowiada losy Woody’ego – ulubiona zabawka swojego właściciela przypominająca kowboja. Postać dumnie podejmująca finkcję lidera zabawek Andy’ego żyjąca w przyjaźni z całą resztą pokoju w chmurki. Przez swoje fory nie boi się urodzinowych prezentów, ale jak każdy szanujący się kierownik dla niego ważniejsza jest organizacja wszystkich kolegów przy zbliżającej się przeprowadzce. Jednak po przyjęciu na łóżku pojawia się błyszczący, dopięty na ostatni guzik i rozreklamowany Buzz Astral Przybysz z Kosmosu. Nie tylko wierzy że jedynie on może zbawić Wszechświat, ale zabiera Woody’emu funkcję lidera – i w środowisku innych zabawek, i w sercu chłopca.

Jakość „Toy Story” zachywca nieustannie od 1994-ego roku. Każde ujęcie jest dopracowane w najmniejszych detalach. Mimo że to pierwszy pełnometrażowy film w technice komputerowej to animacja jest perfekcyjna na miarę współczesnych czasów.

Co do samej treści: najbardziej podoba mi się pomysł zrobienia głównych bohaterów z zabawek. W większości krótkometrażowych produkcji Pixara bohaterami są przedmioty na które nie za bardzo zwraca się uwagę i tu ta tradycja była jeszcze podtrzymana. Widać że ten pomysł został opracowany w każdym detalu, dlatego wszystko jest dostosowane chociażby do rozmiarów bohaterów – na przykład Woody aby się bronić chwyta za ołówek, razem z Buzz’em robią sobie ochronkę z opakowania po hamburgerze i coli itd. Myślę że nie tylko dzieciaki automatycznie myślą o swoich pluszakach, wspomnienia z dzieciństwa nasuwają się same ;)

Napisałam na wstępie, że produkcje Pixara są wyjątkiem w stosunku do tandety ze współczesnych animacji. Woody musi zmierzyć się z tym, że sukces nie jest wieczny – sytuacja znana niejednemu dorosłemu. Buzz również wierząc w swoje kosmiczne możliwości dowiaduje się że jest tylko zabawką, co gorsza nielatającą – konfrontacja z rzeczywistością wywołuje depresję z której bohater musi się podnieść. Poważne problemy przedstawione w sposób przystępny dla młodych widzów, jednocześnie puenta jest wyraźna – sytuacja w dziedzinie życia w której czujemy się pewnie może się pogorszyć, a my tak naprawdę nie mamy wyobraźni o swoim zachowaniu w takim położeniu. Dlatego lubię czasami wrócić do tego filmu i sobie o tym przypomnieć ;)

To co zachęca mnie do niego bardziej to mnóstwo humoru i zabawy, jaka towarzyszy w czasie oglądania „Toy Story”. Ta produkcja może mnie odprężać, dlatego włączenie jej w sytuacji stresowej (lub niepokojącej) jest bardzo dobrym pomysłem! Zwłaszcza postać głównego bohatera mnie rozbraja nie tylko tekstami i postawą, ale samą mimiką i gestami – zacieram ręce na myśl o nim w kolejnych częściach.

Wad nie widzę. Może jestem zbyt zaślepiona wspomnieniami z dzieciństwa, ale dla mnie „Toy Story” jest kwintesencją tego, jak powinien wyglądać dobry film dla dzieci, który jednocześnie zapewni rozrywkę dorosłym. 10/10

 

5 Odpowiedzi na “46. Gdy dzieci wyjdą…”

  1. […] grafiką, humorem i pomysłem (zalety cechujące również poprzednią część) bardzo podobały mi się sceny akcji. Mimo że to animacja dla dzieci rozwiązanie poszczególnych […]

  2. Shojin pisze:

    Przez tyle czasu zastanawiałam się, co też się stało z Twoim blogiem, że nie da się na niego wejść.. Cóż to było za zdziwienie, gdy na Facebooku zobaczyłam, że końcówka adresu to „.com”, a nie .pl” – i nagle można było się dostać do Twoich wpisów ;)

    Toy Story – tu trafiłaś w dziesiątkę, ode mnie też po dziś dziś dzień ten film dostaje maksymalne noty (dałabym mu nawet więcej, niż mieści się w skali). Absolutnie ta seria filmów jest dla mnie najlepszym wytworem w dziedzinie filmów animowanych, jaki kiedykolwiek powstał. Myślę, że w dziedzinie ogółu filmów, nie tylko animowanych, też plasuje się w okolicach pierwszego miejsca.

  3. Ewaleśnik pisze:

    O, super, bo ludzie doceniają go często przez sentyment a nie samą treść – przynajmniej ja tak zaobserwowałam :)

    A co sądzisz o pozostałych produkcjach Pixara?

  4. Shojin pisze:

    Powiem Ci szczerze, że reszta Pixarowych produkcji wg mnie stoi daleko w tyle za Toy Story. Nic jakoś specjalnie mnie nie urzekło i nie zapadło w pamięć. W zasadzie to kojarzę tylko „Gdzie jest Nemo”, które było całkiem przyjemne, ale nic nadzwyczajnego :)
    Aczkolwiek poza Pixarem to filmy Disneya bardzo lubię ;)

  5. Ewaleśnik pisze:

    Disney absolutnie tak, z tym że głównie starsze produkcje. Poza „Królem lwem” gdzieś od lat 80-tych już nie znam, ale wkrótce zamierzam to nadrobić ;)

    Jestem fanką Pixara, teraz próbuję pokazać Tomkwi kilka najciekawszych pozycji („Wall-e”, „Ratatouille” i „Up”), ale jak do tej pory się nie przekonał, to chyba już za późno… Z drugiej strony póki co rzeczywiście tylko „Toy Story” mu się naprawdę spodobało ;)

Dodaj komentarz