„Skalpel” to pierwsza autorska płyta Ewy Chodakowskiej, zarazem pierwsza przy której ćwiczyłam – to był jeden z najlepszych kroków podjętych przeze mnie w Sanoku :)

Na trening trzeba się zaopatrzyć w matę, wygodny strój i sportowe obuwie, odrobinę miejsca i około godziny czasu – czterdzieści minut treningu i moment na odświeżenie się przed dalszymi wyzwaniami dnia. „Skalpel” dzieli się na dwie minuty wstępu i niekończący się pot :) Całość, mimo braku ściśle określonych granic jest podzielona na rozgrzewkę oraz ćwiczenia skupiające się na mięśniach nóg i brzucha; na końcu zmienia się muzyka i jest mała joga z działaniem odprężającym. Tak naprawdę jednak każde zadanie angażuje wszystkie części naszego ciała – siłownia w domu na własnych kończynach :)

Pierwsza zaleta to serdeczność tej kobiety, która bardzo szybko jest odczuwalna. Z jakiejś przyczyny jej ciepłe nastawienie do odbiorcy nie jest irytujące. Mimo atrakcyjnej sylwetki i faktu, że przez niecałą godzinę ciężkich ćwiczeń ona nie ma nawet zadyszki można odnieść wrażenie, że Ewa naprawdę tu jest, zwraca się do konkretnego widza i reaguje na jego zmęczenie. Przez cały czas, od początku do końca pojawiają się motywujące teksty: „Dasz radę„, „Trzymam kciuki„, „Wytrzymaj jeszcze chwilkę” (taa, jakby zaraz miało się skończyć ;) – rzeczywiście one trochę pomagają. Nie wspominając o satysfakcji, gdy na końcu gratuluje i mówi, że jest dumna :) Każda z podopiecznych Chodakowskiej wie, że trening robi dla siebie samej, ale miło jest po wszystkim usłyszeć taki tekst.

W treningu nie ma przerw. Na początku myślałam, że to duża wada, bo przecież „nikt tego nie wytrzyma”. Teraz jestem na etapie dwóch pauz (to się z pewnością zmieni), ale wiem że to jest do wytrzymania gdy się trochę powalczy. Co więcej każdy odetchnąć może sobie sam, i to w idealnym dla siebie momencie ;) Teraz myślę, że brak intencjonalnych przerw był dobrym krokiem.

Jeżeli chodzi o słabsze strony nie przepadam za początkiem. Może dlatego, bo ćwiczę na „Skalpelu” bardzo często i jego tekst jest dla mnie już oklepany – początkujące osoby pewnie chłoną każde słowo; ja natomiast zawsze czekam na sam trening. Mimo organizacyjnych czynności jakie wtedy robię zawsze trochę się nudzę.

Nie znam genezy tytułu tej płyty, ale podejrzewam, że dużo osób ćwiczących z Ewą interpretuje to jak ja – początek operacji zmieniającej dalsze funkcjonowanie. Treningi Chodakowskiej szybko uzależniają, a im częściej się je robi tym trudniej sobie wyobrazić miesiąc/tydzień/dzień bez jej pogodnej twarzy :)

„Skalpel” jest moją absolutnie ulubioną płytą. Przede wszystkim jest najlżejszy, dlatego spokojnie można go polecić ludziom zainteresowanym aktywnością w czterech ścianach. Nawet jeżeli jestem w gorszej formie, mam paskudny nastrój albo po prostu zrobiłam sobie zdecydowanie zbyt długą przerwę od treningów tu zawsze dam radę dotrwać do końca. Cieszę się, że zainteresowałam się tą płytą w styczniu ubiegłego roku – dzięki temu kolejnych 12 miesięcy to był czas, gdzie ćwiczyłam więcej niż w całym moim dotychczasowym życiu!

 

Zdjęcie z medsos.pl

Dodaj komentarz