Gościnny wpis Tomka (oby nie ostatni ;).

Robimy z Ewą pizzę od ponad roku. Już wtedy mieliśmy problem, co zrobić z wszystkim tym, co zostaje? Niedawno, przypadkiem, odkryliśmy niezły pomysł.

Co najczęściej zostaje? Sos pomidorowy i kukurydza w puszce. Właściwie, zanim przejdziemy do właściwej potrawy, muszę napisać, jak taki sos zrobić.

  • Potrzebujemy puszki pomidorów, najlepiej krojonych (całe mają twarde części, z którymi blender sobie nie radzi)
  • Wrzucamy je do blendera (lub, jeżeli masz blender ręczny, do wysokiej miski);
  • Dodajemy płaską łyżeczkę cukru (można kopiatą, jeżeli pomidory okazały się kwaśne) i po trochę soli, pieprzu czarnego, bazylii i oregano. Mówiąc „po trochę”, mam na myśli jakieś pół łyżeczki, mniej więcej :)
  • Całość „blendujemy” do momentu otrzymania delikatnego, kremowego sosu.

Taki sos wykłada się na pizzę, jednak na dwie duże (średnica 30 cm) wystarcza spokojnie połowa porcji. Jeżeli robimy drugą turę niedługo (do dwóch dni), sosik można zostawić. Jednak, jeżeli nie, trzeba coś z nim zrobić. Przykro mi to mówić, ale przeważnie wylewaliśmy go. Czasem tylko Ewa chciała go do spaghetti czy czegoś takiego. Dopiero kilka tygodni temu, kiedy boleśnie nie miała na nic ochoty uznała, że z tego sosu można zrobić zupę, zupełnie jak z przecieru czy nawet świeżych pomidorów. Taką „zupę” robi się następująco:

  • Do garnka nalewamy ok. litr wody, zaczynamy gotować;
  • Dorzucamy kostki rosołowe (dwie) kiedy woda zaczyna się gotować, rozgniatamy je;
  • W momencie, gdy całość zaczyna bulgotać, dokładamy wspomniane resztki sosu i jeszcze chwilkę gotujemy.
  • Dodajemy kluseczki (200g). Najlepsze według nas są tzw. „łódeczki/muszelki”, zwłaszcza firmy „Tak!”. Są tanie i dobre, a w tym daniu, nie oszukujmy się, nie potrzeba jakiejś wykwintności i klusek za dziesięć złotych.
  • Kiedy „makaron” zacznie pęcznieć, wyłączamy gaz. Teraz okazuje się, że klusek jest dość mało w stosunku do płynu. Najlepiej potraktować to jak zupę i wyjeść ową „wodę”. Powinno zostać jej tyle, by spęczniałe kluseczki delikatnie wystawały z niej.
  • Kiedy odlejemy do miski wodę (ale danie musi być ciepłe), można dołożyć dwa plastry sera żółtego (rozdrobionego ręcznie) i inne „spady”, jak choćby wspomnianą na początku kukurydzę (oliwek nie próbowaliśmy, ale trzeba będzie!:)).

Tak przygotowane danie powinno ostygnąć. Następnie można je podgrzewać i podawać. Ma to na celu rozpuszczenie się sera do tego stopnia, że nie będzie zbytnio widoczny, ale zagęści całość i będzie się miejscami „ciągnął”.

Dodaj komentarz