27. Początki medytacji
07 września 2013

27. Początki medytacji

Dzisiejszy dzień okazał się bardzo silnym stresem, który prawdopodobnie będzie ciągnął się miesiącami. Co więcej cały przyszły tydzień to będzie wielkie pasmo bardzo ważnych wydarzeń, wśród których część będzie nieprzyjemnym załatwianiem formalności w urzędach (czego nienawidzę!). Jednym z najbardziej sensownych rozwiązań, jakie sama sobie mogę zaoferować – zwłaszcza w tym napiętym okresie, jednak nie tylko – jest medytacja.

Praktykuję od niecałego miesiąca. Może to jeszcze nie jest perfekcyjne – myśli cały czas biegają mi przez głowę, plecy bolą od utrzymywania jednej pozycji i dokucza mi moja niecierpliwość – to efekty były odczuwalne już po pierwszym razie. Osho podaje w swoich książkach wiele metod, jednak ja (przynajmniej na początku) próbuję z dosyć klasyczną formą w postaci siedzenia z zamkniętymi oczami. Mam jednak kilka swoich zasad:

  • Rezerwuję sobie czas. Wszystko jedno, czy to będzie piętnaście minut czy półtorej godziny, ważne żeby ludzie wokół mnie wiedzieli, że w tym momencie jestem niedostępna. To samo dotyczy komputera, telefonu i tak dalej.
  • Druga sprawa to miejsce, gdzie zamierzam medytować. Ważne aby to było – w miarę możliwości – zawsze to samo miejsce (lub miejsca).
  • Zaczynamy. Do tej pory nie medytowałam jeszcze bez muzyki (z kanału na YouTube meditationrelaxclub, o którym pisałam wczoraj), bo moja koncentracja i tak wymaga jeszcze wiele pracy. Muzyka jest nie tylko pomocna w skupieniu, ale też w uspokojeniu swojego ciała i nerwów – bardzo przydatne zwłaszcza w stresie!
  • Są chwile, gdy nie daję rady. Nawet wtedy przerwanie nie jest dobrym pomysłem (wiem po sobie), bo skutki są dokładnie odwrotne w stosunku do zamierzonych. Jeżeli coś mi przeszkadza mogę sobie to przemyśleć i jeszcze przez chwilę pocieszyć się moją relaksacją.
  • Jakie są najlepsze sposoby na uspokojenie się? Zaczynam od myślenia o grawitacji, której się poddaję – nie da się ukryć, że generalnie raczej to jest pomijane, a działa! Potem skupiam się na każdej części mojego ciała, tak jakbym każdą z nich pozdrawiała; to bardzo pomaga w uspokojeniu się. Najpierw oczy, reszta twarzy, głowa, ręce, klatka piersiowa i brzuch, na koniec nogi. Po tym procesie po prostu cieszę się swoim byciem na ile – na dzień dzisiejszy – jestem w stanie. Bardzo relaksujące, często wyciszające ćwiczenie. Świetny sposób na uświadomienie sobie, że cokolwiek by się nie działo na większość spraw i tak nie mam wpływu, więc lepiej po prostu poddać się nurtowi ;)
  • Czasami – na przykład dziś – to nie działa, a przynajmniej nie tak jakby mogło. Wtedy po prostu pozwalam moim myślom biec, próbuję nie wchodzić z nimi w interakcję ale po prostu sobie je oglądać. Efekty nie są tak wskazane jak w relaksacji opisanej punkt wyżej, ale też jest lepiej niż przy braku jakiejkolwiek medytacji.

Gdy napięcie jest zbyt duże, medytacja nie zawsze pomaga. Wówczas dobrym wyjściem jest http://ewalesnik.com/2014/06/54-stalosc-utrzymana/ albo ćwiczenia Ewy Chodakowskiej. Obie te aktywności pomogą się odstresować, uregulować oddech i cieszyć się endorfinami :)

Dodaj komentarz