Już trzy lata temu byłam zaintrygowana jej głosem, indywidualnością i niezwykłą urodą. Zapoznałam się z jej twórczością  poprzez teledyski, które odkąd pamiętam sprawiały mi wielką przyjemność. Większość zrobiła na mnie dobre wrażenie, jednak jest kilka perełek – tak się zaczęła moja fascynacja Sinead O’Connor.

Success made a failure of our home ‘92

Na miejsce piąte mojego rankingu dałam singiel z płyty „Am I not your girl?” (1992), która jest zbiorem jazzowym utworów w wykonaniu artystki –„Success has made a failure of our home”. Tę piosenkę wcześniej śpiewał Elvis Costello. Mimo intrygującego języka migowego sama treść klipu nie jest taka ważna w przeciwieństwie do tekstu – Sinead zaznacza, jak duże zmiany zaszły w zachowaniu jej partnera. Bardzo podoba mi się podniosła muzyka oraz oczywiście stanowcza, ale zagubiona O’Connor.

Jerusalem ‘88

Miejsce czwarte zajmuje „Jerusalem” z 1988-ego roku. Niestety dopiero dziś dowiedziałam się, że to jest nagranie a nie stricte teledysk. Tekst jest bardzo mocny, podobnie jak wokal, jednak moją uwagę przyciągają głównie zdjęcia – dlatego zostawię ten teledysk. Najpierw Sinead obraca swoją głowę zostawiając w pewnym sensie „powidoki”. Drugą, dużo dłuższą częścią klipu zajmuje zwykłe nagranie koncertowe, pełne spontanicznej zabawy, która sprawia mi wielką przyjemność.

No man’s woman ‘00

Pierwszą trójkę otwiera piosenka „No man’s woman” z płyty „Faith and Courage” (2000). Tutaj dla odmiany muzyka schodzi na dalszy plan ze względu na treść teledysku: na początku O’Connor stoi z narzeczonym na ślubnym kobiercu. Poza jej weselnym strojem rzuca się w oczy fakt, że tym razem jej włosy sięgają co najmniej łopatek. Dosyć szybko ucieka sprzed ołtarza i drętwego, schematycznego towarzystwa, w którym prawdopodobnie spędziłaby całe życie. Podczas biegu przez czarno-białą scenografię zdejmuje perukę, która w tym wypadku jest symbolem kobiety jako posłusznej, ale nieszczęśliwej żony. Moją uwagę przykuła również ostatnia scena, gdzie Sinead wstaje ubrana na swój specyficzny sposób z ciała niedoszłej mężatki – obraca się z uśmiechem trzymając żółto-zielono-czerwoną gitarę. Ten moment świadczy nie tylko o rodzącej się wtedy fascynacji rastafarianizmem, ale również – a nawet bardziej – o przewadze lojalności do siebie samej niż do tradycji i oczekiwań rodziny i lokalnej społeczności.

Właśnie dlatego zarówno teledysk jak i treść – „I only wanna be my own woman” – są w stanie skutecznie poprawić mi nastrój.

Fire on Babylon ‘94

Na miejsce drugie dałam prawie najbardziej popularną piosenkę O’Connor – „Fire on Babylon” z płyty „Mother universe” (1994). Zarówno w muzyce, treści jak i teledysku bardzo wyraźnie czuć bardzo brutalną i ciężką historię artystki, która jest bezpośrednią przyczyną jej depresji i choroby afektywnej dwubiegunowej. Pierwszoplanową postacią jest sadystyczna matka, z którą Sinead spędziła kilka lat po rozwodzie jej rodziców – „She took my father from my life, took my sister and brothers, I watched her torturing my child”.

Bardzo podoba mi się teledysk, którego klimat jest bardzo podobny do atmosfery niektórych klipów Bjork. „Fire on Babylon” bardzo porusza, przeraża ale i daje do myślenia zarówno w momencie patrzenia na obrazy, jak i w czasie słuchania tekstu.

Troy ‘87

Natomiast pierwsze miejsce przyznaję wyjątkowemu, jednocześnie pierwszemu (własnemu) singlowi artystki – „Troy” z 1987-go roku. Klip trwa ponad sześć minut; jest podzielony na kilka wyraźnych części rosnących pod względem dynamiki i napięcia. Sinead ma całkowicie ogoloną głowę, najczęściej widoczne jest jej popiersie z perspektywy obracającej się kamery. Sama artystka w pierwszej połowie jest przygnębiona i zrezygnowana, w drugiej natomiast zaczyna krzyczeć i „płonąć” – w jej postawie wyczuwana jest silna desperacja i wola walki: „And you’ll see me return, being what I am, there is no other Troy for me to burn”.

W ciągu ostatnich kilku dni „Troy” O’Connor jest u mnie na pierwszym miejscu w ogóle! Teledysk mnie hipnotyzuje nie tylko zjawiskową urodą piosenkarki – w moich oczach im Sinead ma mniej włosów tym jest piękniejsza – ale również zdjęciami, scenografią, muzyką, tekstem, techniką charakterystyczną dla lat osiemdziesiątych oraz całym pokładem silnych emocji!

Wszystko co wymieniłam dotyczy przede wszystkim końca ubiegłego wieku – nie wyrażam tym mojego sceptycyzmu do późniejszej kariery piosenkarki. Prawda jest taka, że w pewnym momencie O’Connor przestała nagrywać teledyski. Płyty wychodziły cały czas, mimo burzliwego życia artystki – pogłębiająca się choroba, próby samobójcze, kolejne związki (z przedstawicielami obu płci), narodziny ukochanych dzieci oraz różne kontrowersyjne wydarzenia, czego najlepszym przykładem jest publiczne podarcie fotografii Jana Pawła II (przez ignorancję Watykanu na temat pedofilii irlandzkich duchownych).

W pewnym momencie Sinead O’Connor ogłosiła koniec swojej kariery, mimo to wkrótce w sklepach muzycznych pojawiły się nowe płyty z jej nazwiskiem. Myślę że wiąże się to z pewnym ważnym faktem okresu dzieciństwa: w jednym z wywiadów piosenkarka powiedziała, że wielką inspirację w wyborze tej drogi życiowej była postać grana przez Topola w filmie „Skrzypek na dachu”, która porozumiewa się ze swoim Bogiem poprzez śpiew. W wieku siedmiu lat Sinead postanowiła przyjąć tę postawę, dlatego podejrzewam (i mam nadzieję!), że będzie grała do końca – oby jak najdłuższego – życia.

Dodaj komentarz