Mamy niedzielę, wobec czego znowu grałam na Wii przez 118 minut – dziś wybrałam grę „Dokey Kong Country Returns” wydaną w 2010 roku. To ostatni i zarazem jedyny Donkey Kong, w jakiego grałam. Jakie są moje dzisiejsze wrażenia?

  • Z tego co wiem, ta wersja jest remake’iem bardziej klasycznej wersji gry, wobec czego jest ona wydana w dwóch wymiarach. Nie tyle że mi to nie przeszkadza, co wręcz cieszy – przypominają mi się od razu czasy podstawówki i Claw’a na komputerze ;)
  • Gra jednak jest bardzo trudna. Z jakiejś przyczyny irytuje zdecydowanie bardziej niż Mario w zeszłym tygodniu. Wytrzymałam 118 minut, ale przyszło mi to dużo ciężej. Udało mi się przejść trzy poziomy w pierwszym świecie (w tym walkę) i zaczęłam robić kolejny. Niektóre etapy były bardzo irytujące i męczące, zajęły mi nawet do pół godziny.
  • Od razu jednak widać, że gra jest bardzo dopracowana pod względem graficznym.  Podobnie jak w Mariu grafika jest przyjemna, dziecięca i bardzo urocza – możliwe że to dzięki temu, iż za obiema produkcjami stoi Nintendo.
  • Sam klimat gry również bardzo mi się podoba. Pierwszy świat (który dziś skończyłam) miał miejsce w dżungli, teraz przeszłam na plażę. Widać, że scenografia nie została przez twórców zignorowana.
  • Jednak w przeciwieństwie do Maria – z którym mimochodem Konga porównuję, ponieważ to druga gra z mojej niedzielnej zabawy – negatywne postacie (jak dzisiejsza żaba, z którą bardzo długo walczyłam) w dzisiejszej grze są zwyczajnie… brzydkie. Nie żebym nie mogła na nie patrzeć, ale ta część grafiki u mnie nie zdała egzaminu.
  • Za to bardzo spodobała mi się muzyka (podobnie jak tydzień temu :) Z przyjemnością poszukam ścieżki dźwiękowej, podejrzewam, że będzie dobrze pasowała do gorących, letnich dni.
  • Donkey Kong umożliwia zbieractwo. To duży plus, bo zbierając banany, puzzle i literki (KONG na każdym poziomie ;) otwierają się nowe etapy, wobec czego gra jest dłuższa i bardziej dokładna.
  • Jednak tak jak tydzień temu niecałe dwie godziny były dla mnie zbyt krótkie, tak dziś czekałam, aż mój telefon zasygnalizuje mi zakończenie zabawy. Ta gra jest bardzo przyjemna, ale w ogóle mnie nie wciągała, momentami była wręcz nudna.

„Donkey Kong Country Returns” nie jest tak fantastyczny jak różne gry w Super Mario z jakimi miałam styczność, ale z przyjemnością zagram w nią do końca – chociażby ze względów estetycznych.

2 Odpowiedzi na “17. Gry na 118 minut – Donkey Kong Country Returns”

  1. […] Mamy nie­dzielę, wobec czego znowu gra­łam na Wii przez 118 minut – dziś wybra­łam grę „Dokey Kong Coun­try Returns” wydaną w 2010 roku. To ostatni i zara­zem jedyny Don­key Kong, w jakiego gra­łam. Jakie są moje dzi­siej­sze wra­że­nia? Prze­czy­taj na blogu ewalesnik.pl. […]

  2. […] Ewa też pisała o „Don­key Kong Coun­try Returns“! […]

Dodaj komentarz